"Nie szukaj zdrowia psychicznego, szukaj rozwoju, a znajdziesz jedno i drugie"

    

prof. KAZIMIERZ DĄBROWSKI -

Człowiek, który gdyby żył w naszych czasach, zostałby najpewniej okrzyknięty anty psychiatrą. Wpływ na taką opinię miałoby przesuwanie granicy między chorobą psychiczną a zdrowiem wynikające z jego przekonania, iż nie każde cierpienie jest przejawem choroby.

Prof. dr Kazimierz Dąbrowski

 
 

Życiorys

 

   Kazimierz Dąbrowski urodził się w 1902 roku w Głogowie k. Krotoszyna w rodzinie Antoniego Dąbrowskiego, administratora majątku w Klarowie na Lubelszczyźnie. Stąd edukację rozpoczął w Gimnazjum Męskim „Szkoła Lubelska” w Lublinie. W czasach szkolnych zaangażował się czynnie w działalność konspiracyjną PET-u i ZET-u (pamiętajmy, że Polska wciąż była wtedy pod zaborami). Młodość spędził w atmosferze pozytywizmu i marksizmu. W wieku 23–26 lat przeżył głębokie nawrócenie – spotkanie z Chrystusem, które całkowicie zmieniło jego życie. Porzucił ateizm, przyjął katolicyzm i zaczął studiować mistyków (św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Ávili).

Podczas II wojny światowej wspierał i pomagał dzieciom, znał osobiście Janusza Korczaka. Za swoje zaangażowanie trafił do nazistowskiego wówczas więzienia na Pawiaku, potem do Auschwitz-Birkenau, a następnie do Mauthausen-Gusen. Przeżył oba obozy koncentracyjne – cudem. W celi samotniczej i w obozowej nędzy doświadczał wizji Chrystusa na krzyżu, wewnętrznego światła i poczucia „współcierpienia” ze Zbawicielem. Po wojnie wyemigrował do Kanady, gdzie kontynuował pracę naukową i duchową.

Do końca życia pozostał praktykującym katolikiem – codziennie odmawiał Różaniec, Litanię Loretańską, chodził na Mszę. Zmarł 1 listopada 1980 roku (Uroczystość Wszystkich Świętych) w Edmonton. Miał katolicki pogrzeb w bazylice św. Józefa. W moim przekonaniu swoim życiem dowiódł świętości.

 

dlaczego warto wrócić do Dąbrowskiego w 2026 roku

 

   W czasach, gdy nauka coraz częściej redukuje człowieka do neuroprzekaźników, biologicznych algorytmów, Kazimierz Dąbrowski przywraca osobie ludzkiej metafizyczną antropologię. Pośród psychologów brzmi jak głos z innego świata. Wciąż stanowi aktualny manifest egzystencji oraz nadziei w obliczu cierpień. Co prawda nie oferuje szybkich technik przywracania „bycia szczęśliwym”, nie obiecuje życia bez trudu. Mówi wprost: sensem życia jest wertykalny rozwój osobowości, który  wymaga trudu, okresowej utraty tożsamości spowodowanej koniecznym rozpadem starej struktury psychicznej. Tylko nieliczni – ci z wysoką nadpobudliwością psychiczną oraz kompetentnym wsparciem płynącym ze świata duchowego – mają szansę przejść przez ten proces pozytywnie i osiągnąć ostateczną integrację Osobowości.

Dąbrowski nie wymyślił swojej teorii w gabinecie. On ją odkrył dzięki chrześcijańskiej wierze, przeżył i potwierdził jej słuszność w czasach powszechnej gehenny - przebywając w więzieniu gestapo, obozach. Po wojnie zaangażował się społecznie w założonym przez siebie Instytucie Higieny Psychicznej, za co podpadł stalinowskiej władzy, która w 1949 zamknęła instytut a jego aresztowała. Dąbrowski nigdy nie był żołnierzem AK, nie działał w podziemiu zbrojnym ani nie był jawnie zaangażowany politycznie po 1945 r. Jego „przestępstwem” była przede wszystkim niezależna, nie-marksistowska koncepcja człowieka oraz prowadzenie placówki, która nie wpisywała się w stalinowski model psychiatrii. Po zwolnieniu warunkowym został zdegradowany do roli lekarza na prowincji oraz poddany obserwacji. Trudny los zmusił go do emigracji, gdzie rozwijał działalność zawodową i twórczą, często  w chorobie, aczkolwiek też gorliwej modlitwie. Jego celem stało się przede wszystkim przywracanie innym poczucia sensu życia, szczególnie u swoich pacjentów. W środowisku naukowym kontynuującym jego spuściznę mało nagłaśniany jest fakt, który sam odkryłem całkowicie niedawno, że w centrum drogi jego rozwoju stała Matka Boża – nie jako symbol, lecz żywa Osoba, Matka Miłosierdzia i wzór najwyższej harmonii osobowości. To Ona bezpośrednio wspierała go w czasie, gdy gasły już siły, a może nawet resztki jego nadziei.

 

Maryja w życiu i teorii Dąbrowskiego

 

Najważniejsze cytaty i relacje:

  • Michael M. Piechowski (Moral Creativity and Spiritual Sensitivity, 2008, s. 180–181): „Maryja jest najdoskonalszym przykładem tego, co teoria pozytywnej dezintegracji nazywa integracją wtórną. Ona nie potrzebowała dezintegracji – była od początku w pełni zjednoczona z Bogiem. Jej wola była autentycznie wolna i całkowicie zgodna z wolą Bożą. To jest ideał, do którego dążymy przez kryzysy i wysiłek, Ona osiągnęła go od poczęcia.”
  • Jadwiga Dąbrowska (żona) o wizji po zawale w 1979 r. (Advanced Development Journal, vol. 12, 2010): „Kazimierz miał wizję Matki Bożej. Powiedziała mu, że jeszcze nie przyszedł jego czas, że ma dalej pracować nad teorią. Po tej wizji zaczął szybko wracać do zdrowia. Mówił potem: »Ona mnie wzięła pod swoją opiekę, jak matka chore dziecko«.”
  • Andrew Kawczak (współtwórca teorii): „Dąbrowski mówił: »Maryja miała najwyższą nadpobudliwość emocjonalną i imaginacyjną, ale była w pełni zintegrowana. Czuła wszystko najgłębiej – ból pod krzyżem, radość w Magnificat – ale nigdy nie straciła równowagi. To jest ideał: intensywność uczuć bez chaosu, pełna harmonia z wolą Bożą«.”
  • Prywatny list Dąbrowskiego (archiwum University of Alberta): „Maryja jest dla mnie największym wzorem – Ona nie bała się cierpienia, bo wiedziała, że prowadzi ono do pełni. Często proszę Ją o pomoc w chwilach, gdy moja własna wola słabnie. Ona prowadzi mnie przez dezintegrację do integracji.”

 

ostatnie słowa i testament duchowy

 

Kilka dni przed śmiercią (październik/listopad 1980), według relacji syna Andrzeja i Marlene Rankel:

„Nie bójcie się cierpienia. Ono jest bramą do pełni. Ja już przez nią przechodzę. Maryja czeka po drugiej stronie. Powiedzcie ludziom: nie uciekajcie przed krzyżem – weźcie go i idźcie.”

To ostatnie zdanie jest uważane za jego duchowy testament.

 

Jak rodzina odbierała teorię i mistykę ojca

 

  • Jadwiga Dąbrowska (żona): „Teoria nie była dla niego abstrakcją. On sam przeżył każdy poziom. Dezintegrację w więzieniu, w obozach, w kryzysach twórczych. Integrację wtórną w modlitwie i w cierpieniu. To nie książka – to jego życie.”
  • Andrzej (Danek) Dąbrowski (syn): „Dla nas tata był przede wszystkim ojcem – czułym, ale wymagającym. Teoria była jego życiem, ale my żyliśmy obok niej. Czasem czuliśmy, że jest bardziej »z Bogiem« niż z nami. Ale teraz widzę, że dzięki niej był w stanie kochać nas głębiej, niż gdyby był zwykłym ojcem.”
  • Danuta i Krystyna (córki): „Jako dzieci nie zawsze rozumieliśmy, dlaczego tata czasem płacze po modlitwie albo siedzi godzinami w ciszy. Później zrozumieliśmy – to była jego droga.”

 

dlaczego Dąbrowski jest dziś tak cenny

 

Profesor Dąbrowski nie był „teoretykiem z fotela”. Był człowiekiem, który przeszedł przez Auschwitz, Mauthausen, zawał serca i wielokrotne mistyczne spotkania z Chrystusem i Maryją – i z tego doświadczenia wysnuł wniosek: „Cierpienie nie jest końcem. Jest bramą do pełni – jeśli tylko wybierzesz wyższą wartość zamiast ucieczki.”

Maryja nie była dla niego legendą, lecz żywą Matką, która prowadzi przez ból do jedności z Bogiem. Jego ostatnie słowa – „nie uciekajcie przed krzyżem – weźcie go i idźcie” – brzmią jak echo Ewangelii i jednocześnie jak najgłębsza synteza Teorii Dezintegracji Pozytywnej.

Jeśli szukasz dzisiaj psychologa czy duchownego, który nie boi się dźwigać własnego krzyża, a jednocześnie daje nadzieję światu – Dąbrowski jest syntezą obu. Jednym z nielicznych ludzi nauki z pokorą uznających swoją słabość przed Bogiem.

 

Edukacja:

 
Przyszły reformator psychiatrii od najwcześniejszych lat wykazywał się nieprzeciętnymi zdolnościami intelektualnymi. Jeszcze w gimnazjum redagował kwartalnik młodzieżowy „W przyszłości”, podejmował również pierwsze próby literackie. Zanim zdał maturę, chodził na wykłady prowadzone na Uniwersytecie Lubelskim. Jako wolny słuchacz uczęszczał na prelekcje na wydziałach polonistyki, filozofii i psychologii. Podczas sesji zataił, że jest uczniem gimnazjum i zaliczył wszystkie egzaminy z I i II roku polonistyki.
 
 
Kiedy w roku 1923 zdaje maturę i ujawnia swój faktyczny wiek, władze uczelni wpisują mu wcześniej zaliczone przedmioty do indeksu. W ten sposób rozpoczyna naukę od III roku. W 1924 r. przenosi się do Poznania, gdzie kontynuuje polonistykę i podejmuje studia na wydziale filozofii.W roku 1926 kończy obydwa kierunki i wyjeżdża do Warszawy, aby tam kształcić się na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego. Rozpoczyna również pracę w zakładzie dla sierot i dzieci trudnych wychowawczo. Właśnie w tym czasie wyklarowała się jego przyszła droga naukowa, głównie za sprawą profesorów: anatoma Edwarda Lotha i psychiatry Jana Mazurkiewicza.
 
W wyniku konkursu z roku 1928 wyjeżdża na Zachód, gdzie kontynuuje studia medyczne. W Paryżu pisze doktorat z psychiatrii, dotyczący psychologicznych uwarunkowań samobójstw. Praca powstawała pod kierunkiem wybitnego francuskiego psychiatry Naville’a.
 
 
Pomimo tak imponujących sukcesów nie spoczywa na laurach. Z magisterium z filozofii i polonistyki oraz doktoratem z psychiatrii rozpoczyna podyplomowe studia z zakresu psychologii i pedagogiki na Uniwersytecie Genewskim oraz w Instytucie im. Jeana Jacques`a Rousseau. Pomimo lukratywnej propozycji pracy w Szwajcarii, którą dostał tuż po zakończeniu studiów, postanawia wrócić do Polski, gdzie broni doktoratu z filozofii.
 
 
Zakończywszy chwilowo karierę studencką, w roku 1931 organizuje w Warszawie poradnię dla dzieci zagrożonych moralnie, upośledzonych umysłowo i nerwowo chorych. W tym samym roku obejmuje pieczę na pierwszym w stolicy oddziałem Neuropsychiatrii Dziecięcej w szpitalu Miejskim na ulicy Złotej.
 
Za swoje zasługi w roku 1932 dostaje szansę uczęszczania do dwuletniego studium w Pradze i w Wiedniu, z której ochoczo korzysta. Po kilkumiesięcznym pobycie we Francji wyjeżdża do Austrii na czteromiesięczny staż naukowy w Klinice Neuropsychiatrii Dziecięcej u profesora Gerarda Meyera. Po uzyskaniu habilitacji w roku 1934 wyjeżdża, dzięki stypendium Fundacji Rockefellera, do Harwardu. Odbywa tam między innymi staż u profesora Adolfa Mayera, pioniera ruchu higieny psychicznej w Ameryce.
 
 
Zdobywszy doświadczenie podczas studiów w Stanach, wraca do Warszawy. Tuż po przyjeździe zakłada Polską Ligę Higieny Psychicznej (PLHP), organizację walczącą o humanitarne tratowanie pacjentów i pomoc ludziom dotkniętym zaburzeniami psychicznymi. W szczególności swoją uwagę skupił na leczeniu dzieci, do których miał wyjątkowy stosunek. W tym okresie nawiązuje bliską współpracą z Januszem Korczakiem, którego traktował z czcią za jego całkowite oddanie dzieciom.
 
 
Fragment o edukacji zaczerpnięty ze strony http://kasiaszkutalska.blogspot.com/2014/03/zagorze-pamieci-prof-kazimerza.html