woman with brown hair covering her face with white knit textile

II. Latarnia Rzeczywistości

02 grudnia 2025

   Przekraczanie prymatu egocentrycznego „Ja”

 

   

Czymże jest rzeczywistość w przekonaniu współczesnego człowieka? Dla wielu – efemeryczną mozaiką bodźców sensorycznych, kalejdoskopem wrażeń, które wirują w chaosie percepcji. Dla innych – sumą subiektywnych przekonań, filtrowanych przez pryzmat kulturowych narracji. Lecz dla tych, którzy zbliżają się do Prawdy, rzeczywistość staje się studnią duszy: miarą głębi, z jaką odbieramy samych siebie i otaczający Wszechświat, odzwierciedleniem własnej autentyczności oraz harmonii z otoczeniem.

Teoria Dezintegracji Pozytywnej profesora Dąbrowskiego rysuje nam precyzyjną mapę: autentyczny rozwój wymaga bowiem planu drogi, jasnego rozeznania znaków naszej codziennej egzystencji – tych pajęczyn półprawd, iluzji oraz oczywistego fałszu, które oplatają umysł niczym poranna mgła horyzont. Świadoma wola wglądu, by zajrzeć w głąb własnej psychiki wymaga bez wątpienia odwagi. Jakże rzadko ta potrzeba budzi się w człowieku pochłoniętym prymatem instynktów, gdzie świat jest zaledwie scenografią dla egocentrycznych ambicji? Dlań wszystko, co nie służy osobistej gratyfikacji, zostaje odrzucone jako balast – naznaczone stygmatem, wrzucone w przepastne głębiny podświadomości.

Owa głębia staje się wówczas egocentrycznym balastem, który sprawia, iż poruszamy się niczym w mule. Taki stan uniemożliwia autentyczny dialog z własnym bytem. W tak ufortyfikowanej osobowości, gdzie mury obronne wzniesione są z iluzji znaczenia, samowystarczalności, prędzej czy później rodzi się chaos – kolizja subiektywnych przekonań z nieugiętymi prawami uniwersalnej rzeczywistości. To zderzenie jest czasami upokarzające, ale nie przesądza o klęsce, lecz ma ukryty potencjał. Zostajemy poinformowani, że nasze „Ja” buduje zamki na piasku, co skazane jest na ruinę pod naporem srogiej ulewy. Im szybciej pozwolimy ścianom iluzji runąć, tym wcześniej możemy postawić nowe fundamenty.

Gdy rzeczywistość zadaje nam ból – nie wynikający z przestępstwa, lecz z egzystencjalnego tarcia – nie jest to akt wrogości, lecz łaska uzdrawiającej Prawdy: sensoryczny alarm, wołający o korektę kursu, o uzupełnienie wewnętrznej niekompletności. Prawdziwe dojrzewanie rozpoczyna się, gdy zaczynamy wielowymiarowo ogarniać własny byt i dopuszczać Światło Miłości do środowiska w jakim żyjemy. Ta dająca nadzieję perspektywa początkowo dramatycznie obnaża nasz chaos, niczym wpuszczenie światła do zagraconego strychu, w zaułkach którego możemy znaleźć nie tylko śmieci, ale również skarby. Może w zakurzonym kufrze, gdzieś na dnie leży kunsztownie wykuty miecz. Rozwój osobowości bardzo przypomina wykuwanie miecza ze stali damasceńskiej, gdzie na przemian żar ognia i hartujący chłód oraz kunszt Kowala Losu wydobywa z kawałka zardzewiałej sztaby piękny kształt, a wraz z nim niezniszczalną strukturę. Podobnie jest z nami, gdzie Trud Istnienia wykuwa w nas obraz ideału, który warto uwiecznić. Ta praca również wymaga kompetencji, profesjonalizmu, nieustannej weryfikacji: czy każde przyłożenie młota zwiększa spójność miecza; czy to, kim się stajemy, autentycznie rezonuje z Prawdą? Autentyzm w nas wyłania się z ascetycznej prozy życia, będącej niczym palący ogień dla zardzewiałego żelaza egocentryzmu. Każde uderzenie rzeczywistości powoduje demontaż związanych z nim iluzji i jego mechanizmów obronnych, co jawi się jako psychiczna tortura. Pocieszającą prawdą jest, że cierpi w nas tak naprawdę Egocentryczny Korzeń, zatem gdy zostanie zasuszony, dusza odrodzi się niczym storczyk. Kształtowanie najpiękniejszych charakterów wymaga utwardzającego warstwy hartu, jednak w głębi serce powinno pozostać miękkim. Tak powstaje najtrwalsza stal, której nie sposób wyszczerbić nawet w konfrontacji z ostrzem nawałnicy. Osobowość poziomu piątego – według przytoczonej teorii Dezintegracji Pozytywnej – jest precyzyjnie wykutym, niepowtarzalnym mieczem, niezniszczalnym w czasie ani na skutek intensywnego użytkowania. Nie ma w nim ani grama szlachetnych matali, jego trwałość jest owocem ciężkiej pracy mistrza w swoim fachu, który umie posługiwać się ogniem i wodą.

 

   W obecnych czasach wielu chce być kowalami własnego losu, jednak mało kto zna sztukę wykuwania stali damasceńskiej. Wynikają z tego wszelakie, również społeczne konsekwencje.

Gdy wewnętrzny wgląd jest nieobecny, nasze iluzje rozlewają się na zewnątrz niczym atrament na pergaminie, plamiąc tkankę społeczną. Dyskusje światopoglądowe, zamiast mostami porozumienia, stają się arenami starć subiektywnych projekcji – wojnami ego, gdzie każdy walczy o supremację własnej wizji. By okiełznać ten chaos, cywilizacja, w blasku Oświecenia, wykuła mechanizmy zastępcze: tolerancję, równość, dyplomację – te delikatne pajęczyny konwenansów, mające zapobiec eskalacji w krwawe konflikty plemienne, jak te, które plamiły karty historii.

Lecz czy te konwencje są posadzone na moralnym gruncie, czy jedynie maskują głębszą nieadekwatność? Historia szepcze prawdę: zanim te ideały zakwitły, pola bitewne pochłonęły miliony, a rewolucje kąpały się we krwi. Dziś, mimo dekad propagandy tych haseł, spory nie wygasły – przeciwnie, polaryzacja narasta jak burzowe chmury, grożąc globalnym kataklizmem. To dowód: dyplomacja i poprawność polityczna to kruche spoiwa, niezdolne utrzymać w ryzach ludzkich egoizmów, gdy brakuje fundamentu autentycznego rozwoju duchowego. Bez wglądu w siebie, społeczeństwo pozostaje zbiorem atomów – chaotycznym, podatnym na manipulacje, gdzie iluzja porozumienia maskuje głębszą alienację, erozję więzi i upadek jakości egzystencjalnej.